Z motyką na Waszyngton

Czy nieobliczalna polityka PiS pozbawi nas cennego sojuszu z USA i osłabi nasza pozycję w NATO? Kwestią, niestety, wydaje się nie kiedy, ale w jakim stopniu.

Od czasu wyborów rząd PiS zdążył złamać konstytucję, naruszyć niezależność Trybunału Konstytucyjnego, obrazić większość Polaków, pogorszyć stosunki Polski z niemal wszystkimi z wyjątkiem Węgier, zapowiedzieć wycinkę naszego skarbu narodowego jakim jest Puszcza Białowieska i podkopać kompromis w sprawie aborcji. To wszystko w czasie kilku miesięcy. Jest jednak jeszcze jedna, bardzo ważna sprawa, której przyznam szczerze się nie spodziewałem, i której zaistnienie napawa mnie lękiem. Jeszcze przed wyborami panowały obawy o to, czym miała stać się nadchodząca "dobra zmiana", ale jeśli jakaś materia wydawała się niezagrożona zakusami pisowskiego obłędu, były to stosunki Polski z naszym najważniejszym sojusznikiem - USA. Ostatnio padł nawet ten bastion polskiej racji stanu. Jak widać paranoja i kompleksy prezesa Kaczyńskiego nie znają żadnych granic. Tym razem jest to kwestia, która jest jeszcze poważniejsza od wspomnianych wcześniej. Jest tak ze względu na jej długofalowy charakter. Przy odpowiednio wysokim poziomie mobilizacji i świadomości społecznej możemy wszyscy odsunąć PiS od władzy i przywrócić ład konstytucyjny, wycofać ustawy ograniczające wolność i demokrację jak np. ustawę "inwigilacyjną".



W stosunkach międzynarodowych, które opierają się na zaufaniu, reputacji i wynikającej z nich wiarygodności tak "lekko" niestety nie jest. Budowana latami pozycja Polski jako wiarygodnego, odpowiedzialnego partnera i sojusznika jest właśnie obracana w pył. Jest to tym groźniejsze, że rząd PiS do spółki z Prezydentem A. Dudą zaczyna podkopywać dobre relacje i atmosferę w relacjach z USA, dotychczas nienaruszalnemu -przyznam, że powoli zaczynam się przyzwyczajać, że dla tego słowa w czasie rządów PiS jest coraz mniej zastosowań - fundamentowi naszego bezpieczeństwa, o który staraliśmy się od pierwszych dni po upadku komunizmu. Swoimi antydemokratycznymi działaniami wymierzonymi w TK, pogardą dla Komisjii Weneckiej, czy rasistowskimi słowami Ministra Waszczykowskiego (o "murzyńskości" polskiej polityki) tracimy właśnie autentyczne uznanie i szacunek, jakimi cieszył się nasz kraj po drugiej stronie Atlantyku. Oczywiście, sojusz z USA nie jest zagrożony. Słowne utarczki, czy nawet poważniejsze spory nie są w stanie, przynajmniej w krótkim okresie, zrujnować silnego sojuszu, który jest potrzebny i korzystny dla obydwu stron. Są jednak w stanie określić jego charakter i dynamikę. Wzajemne zrozumienie, zaufanie, ale też na pozór drobne niuanse, zakulisowe działania, rozmowy są solą polityki zagranicznej, a ci, którzy są w nich biegli cieszą się silną pozycją na arenie międzynarodowej. To, gdzie zostaną rozmieszczone nowe elementy NATO-wskich sił w Europie Środkowej będzie decydowało się właśnie w taki sposób. Czy kraj, w którym Minister Obrony Narodowej jest (jak pokazały relacje dyplomatów USA opublikowane przez Wikileaks) uważany za nieprzewidywalnego, a szef dyplomacji wprawia w zakłopotanie nawet kolegów z własnej partii, jest stabilnym sojusznikiem, na terytorium którego można bezpiecznie przechowywać najnowocześniejszą broń? Nocne eskapady z burzeniem ścian w placówce NATO Ministra Macierewicza mogą skłonić Stany Zjednoczone do umieszczenia swojego sprzętu w państwach, które są rządzone przez odpowiedzialnych przywódców - np. w krajach nadbałtyckich, w Rumunii z pominięciem Polski. Mocarstwo takie jak USA, nie mają niestety, ani czasu ani obawiam się, zbyt wiele cierpliwości do kraju, który wydaje się staczać po równi pochyłej w stronę quasi-autorytaryzmu. Pamiętajmy, że Prezydent Obama i jego administracja podejmują raczej decyzje (jak zresztą wszyscy przywódcy) w oparciu o szerszy obraz. Zryw społeczny ucieleśniony przez KOD itd. są oczywiście zauważane, ale z daleka Polska zaczyna wyglądać jak rozkapryszone, kopiące wszystkich po kostkach dziecko. Nawet zmiana rządów (miejmy nadzieję jak najszybsza) może nie poprawić naszej opinii. Poważne kraje jak USA, będą pamiętać, że choć w Polsce nastała znów inne władza, lepiej z nią uważać i nie polegać na niej zbyt mocno.

Jeśli PiS będzie dalej podążać ścieżką konfliktu i antagonizować naszych sojuszników słony rachunek zapłacimy nie tylko my, ale również przyszłe pokolenia. Będą się one zastanawiać, jak mogliśmy pozwolić na to, by dorobek postaci, które mieliśmy szczęście mieć, jak np. Lech Wałęsa, został zbrukany i zaprzepaszczony pod wodzą nieomylnego Prezesa. Zupełnie tak, jak my, kiedy na historii uczyliśmy się o tym, jak krótkowzroczność, nieodpowiedzialność i niezdolność do porozumienia się, pogrążyła silną Rzeczpospolitą Obojga Narodów w chaosie i osamotnieniu, bezbronną wobec agresywnych sąsiadów.
Trwa ładowanie komentarzy...